KOCHAM CIASTECZKA, ale dbam też o Twoje bezpieczeństwo. Więcej o ochronie danych przeczytasz TUTAJ. Klikając Akceptuj, wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek w celu usprawnienia korzystania z witryny.

Najlepsze książki kucharskie 2025

Najlepsze książki kucharskie 2025

Z jakich książek gotowaliśmy w 2025? Wybrałam te, które zdecydowanie należą do moich ulubieńców – komfortową pozycję o kluskach, przewodnik po Barcelonie i wiwisekcję polskiej kuchni. Oto najlepsze książki kucharskie 2025!

Książki

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Coraz mniej ekscytują mnie nowe książki kucharskie. Może dlatego, że często to po prostu kolejna pozycja na rynku, nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Przez moje ręce, jako dziennikarki kulinarnej, przechodzi co roku kilkadziesiąt pozycji, o większości zapominam w momencie odłożenia na półkę. 

Najlepsze książki kucharskie 2025 – kryteria wyboru

Te wymienione poniżej są jednak inne. Podobnie jak rok temu, pod uwagę wzięłam kilka kryteriów. Po pierwsze, oryginalność. Czy w dzisiejszych czasach można jeszcze stworzyć książkę z pomysłem, coś czego nie było? Tak. Sam temat jednak nie wytarczy, musi łączyć się z nim oryginalne podejście, nietypowa oprawa graficzna czy charyzma autora.

Po drugie, przepisy albo powinny być na tyle zachęcające, że mam ochotę pędzić do kuchni, albo na tyle apetyczne, że oglądam i chłonę książkę jak najlepszy album. I po trzecie, w każdym zestawieniu ulubieńców muszą znaleźć się książki do czytania. Takie, które sprawiają, że inaczej patrzymy na kulturę kulinarną. 

Przed Wami najlepsze książki kucharskie 2025!

P. Nawrocka-Olejniczak „Kluski. Teoria i praktyka”

Mój absolutny hit 2025 roku. I to wcale nie dlatego, że znam i lubię autorkę. Tej książki na polskim rynku zdecydowanie brakowało. Temat jest wyjątkowo wdzięczny – czy jest ktoś, kto nie lubi klusek? Okazuje się jednak, że coraz mniej osób przygotowuje je w domu. Ta książka ma szansę to zmienić, udowadniając, że nie każda kluska wymaga spędzania długich godzin w kuchni.

Nawrocka-Olejniczak opowiada o teorii i historii przygotowywania tych smakołyków, dzieli się też sprawdzonymi przepisami na kartacze, kopytka czy pyzy. Jako osoba, która kocha kluski ponad życie, szczególnie doceniam tę książkę. To naprawdę lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą przypomnieć sobie smaki dzieciństwa.

M. Mac „1991”

Wydawać by się mogło, że w latach 90. w kulinariach nie działo się nic wartego uwagi. W końcu to czasy zachwytu nad takimi wynalazkami jak gotowe ciasto w folii czy mrożone paluszki rybne. Mariusz Mac postanowił jednak zupełnie bezczelnie zaproponować nam podróż do roku jego urodzenia – 1991 – i sprawdzić, czy dania, które pamiętamy i darzymy sentymentem, da się unowocześnić. Okazuje się, że tak. A jako że Mac jest fanem klusek, nie mogłam tej książki nie polubić od pierwszej strony. Wyobraźcie sobie tylko smak leniwych z paloną śmietaną! „1991” to jednak nie tylko sentymenty i wspomnienia.

Autor garściami czerpie ze swoich podróży, ale także sytuacji, w których dania powstawały tylko i wyłącznie dlatego, że miał akurat (często przypadkowe) konkretne produkty w lodówce. To gotowanie bezczelne, które nie boi się eksperymentów, zaskakujące i radosne, takie, które sprawia, że chcemy spróbować nawet najdziwniej brzmiących połączeń smakowych.

S. Harada „Wielka księga kuchni japońskiej”

Kiedy zobaczyłam w tytule aż dwa słowa podkreślające rozmiary tej książki – „wielka” i „księga” – pomyślałam, że to pewnie typowa marketingowa przesada. Zmieniłam zdanie, kiedy kurier przyniósł paczkę o większych niż zwykle gabarytach. „Wielka księga kuchni japońskiej” jest ogromna. I nie ma co się dziwić, bo kiedy zajrzymy do środka, okaże się, że ilość wiedzy spokojnie starczyłaby na co najmniej kilka pozycji.

Autorka, Sachiyo Harada, z którą miałam okazję przeprowadzić wywiad, mówi, że kuchnią zajęła się poniekąd przez przypadek. Wcześniej pracowała w branży mody, ale zbieg okoliczności sprawił, że postawiła wszystko na jedną kartę. Teraz jej cel jest prosty – chce popularyzować kuchnię japońską i pokazywać, że nie jest wcale tak skomplikowana jak mogłoby się wydawać. Dlatego w książce znajdziemy rozpisane krok po kroku receptury, dokładnie wyjaśnione techniki, a do tego grafiki i zdjęcia, które mają pomóc zrozumieć specyfikę japońskiego gotowania. Świetna rzecz!

J. Niedzielska „Soczysta. Kuchnia kapsułowa”

Jeśli do tej pory termin „kapsułowa” kojarzył Wam się tylko i wyłącznie z modą, najwyższy czas to zmienić. Jagna Niedzielska chce nas przekonać, że kapsułowa może być także kuchnia. Jak to działa? Otóż podstawą gotowania mają być nasze ulubione składniki. Na ich bazie możemy zawsze przygotować coś pysznego, dodając produkty sezonowe albo to, co akurat mamy w lodówce.

Jeśli śledzicie Jagnę na Instagramie czy TikToku, dobrze wiecie, że jej przepisy są zawsze pomysłowe i efektowne. Autorka książki patrzy na składniki w całkiem nieszablonowy sposób, a takie przepisy jak smażone jajka czy wytrawny sernik tylko to potwierdzają. Co najważniejsze, ta książka uczy gotowania w sposób sprytny, bez wielogodzinnego męczenia się w kuchni i zachęca do eksperymentowania, podmieniania składników i sprawdzania, co najbardziej nam smakuje. Jestem fanką!

A. Bachórz, F. Parasecoli, M. Halawa „The Pierogi Problem: Cosmopolitan Appetites and the Reinvention of Polish Food”

Dlaczego kuchnia polska kojarzy się na świecie tylko i wyłącznie z pierogami? To problem, bo przecież ma do zaoferowania dużo, dużo więcej. A i same pierogi nie są charakterystyczne tylko dla nas – przypomnijmy sobie choćby ilość pierogowych dań w kuchniach azjatyckich! Dobrze wiemy, że żyjemy w świecie, w którym kuchnie coraz bardziej się globalizują.

Fabio Parasecoli, włoski specjalista od kultury kulinarnej, od dawna jest zafascynowany polską kuchnią, a teraz postanowił się jej przyjrzeć razem z polskimi naukowcami. Efektem jest książka, w której autorzy starają się określić dyskursy, jakimi posługują się dziennikarze, szefowie kuchni czy influencerzy, tworząc nowy wizerunek naszej kuchni. Lektura jest naprawdę frapująca i skłaniająca do refleksji, mam nadzieję, że wkrótce ukaże się także po polsku. 

J. Dickie „Delizia! Wielka historia Włochów i ich jedzenia”

Jaka ta książka jest fantastyczna! Czytając ją, co chwilę kręciłam głową: Jak to?! Naprawdę?! Cooo?! Niby jako antropolożka kultury wiem, że kuchnia włoska to pewien koncept i nie każde popularne danie czy składnik ma wbrew pozorom tak długą historię jak mogłoby się wydawać.

John Dickie jest bezlitosny. Po kolei odziera włoskie jedzenie z kolejnych mitów, jak cebulę z warstw, żeby dotrzeć do prawdziwego sedna. To historyczna podróż przez włoskie miasta, napisana tak, że czyta się ją z zapartym tchem, jak najlepszą powieść. Dlaczego parmezan jest najczęściej kradzionym produktem we włoskich supermarketach? I jak makaron przyczynił się do popularyzacji widelca? Tego wszystkiego i o wiele, wiele więcej dowiecie się z tej książki. Genialna!

B. Kieżun „Barcelona. Łakomym okiem”

W corocznym zestawieniu najlepszych książek kucharskich i kulinarnych nie może oczywiście zabraknąć nowej książki Bartka Kieżuna. Kolejne pozycje wydaje z prędkością światła, a ja ledwo nadążam z czytaniem. „Barcelonę” połknęłam jednak w kilka godzin. To książka z tej drugiej serii od Kieżuna, mniejsza i bardziej poręczna od na przykład „Hiszpanii do zjedzenia”.

Autor zabiera nas w podróż po katalońskich uliczkach, ze swadą opowiadając o kolejnych zabytkach, wspaniałych malowidłach i nieoczywistych zaułkach. Zgubcie się w Barcelonie razem z Bartkiem, a potem przygotujcie pinxos, patatas bravas i crema catalana. Bo oczywiście w książce są też przepisy na barcelońskie klasyki. To taka pozycja, którą pakuje się do plecaka i wyrusza w podróż. 

M. Wojtasik „Wegańskie rameny”

Kocham ramen. Ale zdecydowanie za rzadko robię go w domu. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że to dość pracochłonna zupa, a efekt często odbiega od restauracyjnego. Z tą książką jednak, ramen przestaje być taki straszny, jak go malują. Zwłaszcza, że oto mamy przed sobą chyba pierwszą w Polsce książkę o ramenach wegańskich.

Marcin Wojtasik jest dobrze znany smakoszom jako właściciel warszawskiej sieci ramenowni Yatta Ramen. Można śmiało powiedzieć, że na ramenie zjadł zęby, a do tego kuchniami azjatyckimi zajmował się też naukowo. Jego przepisy obejmują nie tylko klasyki, jak tantanmen, ale także takie zupy jak carboramen czy… truskamen. Do tego w książce znalazły się receptury na inne wegańskie dania i desery z Japonii i Korei. To dobra baza do eksperymentów!

S. Tamimi „Wegetariańska Palestyna. Smaki z mojego ogrodu”

Wiadomo, że kiedy pojawia się nowa książka Yottama Ottolenghiego czy Samiego Tamimiego, szybko stanie się bestsellerem. Nie bez powodu. Przepisy zawsze są przemyślane i oryginalne, a zdjęcia piękne. Do tego stopnia, że naprawdę mam ochotę iść do sklepu (choć niektóre składniki nie wymagają ruszania się z kanapy – najlepiej zamówić je online), a potem prosto do kuchni.

Sami Tamimi zaprasza nas do swojego ogrodu na wegetariańską ucztę. Książka jest gruba, a liczba przepisów może przytłoczyć. Bo jak tu zdecydować, czy robimy dziś jajka z ziemniakami po palestyńsku, kotleciki z batatów i bulguru czy może fatteh z pieczonym bakłażanem? Nie przejmujcie się, przepisy nie są bardzo skomplikowane, mimo długiej zazwyczaj listy składników. To też świetna lekcja palestyńskiej kuchni, która nadal jest u nas słabo znana.

J. Roberts „Wiejski stół”

Wiem, jak bardzo niektórzy potrafią romantyzować życie na farmie. Mnie również wydawało się kiedyś sielanką. Prawda jest jednak taka, że posiadanie własnej farmy, to permanentna ciężka praca – nawet jeśli delegujemy pracę fizyczną, nadal zostaje mnóstwo pracy organizacyjnej. W przypadku Juliusa Robertsa zawieszam jednak mój ostrożny stosunek do farm. Chłonę jego opisy i przepisy, ze wszystkimi trudami i przyjemnościami wiejskiego życia.

I mimo, że tych pierwszych jest chyba jednak więcej, to trochę mu zazdroszczę – codziennego obcowania z naturą, zwierząt, ale przede wszystkim wyjątkowych produktów, z których przygotowuje proste i satysfakcjonujące dania. Kuchnia Robertsa to improwizacja z tego, co akurat dostępne jest na farmie, gotowanie kreatywne, któremu jednak nie potrzeba wiele, bo smaczne produkty robią robotę. 

F. Bille Brahe „Apollo: State-of-the-art cooking and a party”

Daleko mi do minimalizmu. Uwielbiam barok, przepych, cekiny, frędzle i pióra. Ale wobec estetyki rodem z Kopenhagi jestem bezbronna. Moje uwielbienie dla teatralności znika w obliczu góry ubitego masła (też zresztą nieco teatralnej, prawda?) i minimalistycznych duńskich kawiarni i bistr. Uwielbiam to, jak karmią, kocham tę niespieszną atmosferę i poczucie komfortu.

Pierwsza książka ikony kopenhaskiej sceny gastronomicznej, Frederika Bille Braha dotyczyła Atelier September, w drugiej autor zaprasza nas do Apollo Baru. Jest to pozycja nieco bardziej swobodna, ale nadal utrzymana w charaketrystycznym dla autora stylu. Świetne są zdjęcia z życia restauracji, ale też przepisy, które pozwalają odtworzyć smaki Apollo we własnej kuchni.   

Może Cię też zainteresować