KOCHAM CIASTECZKA, ale dbam też o Twoje bezpieczeństwo. Więcej o ochronie danych przeczytasz TUTAJ. Klikając Akceptuj, wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek w celu usprawnienia korzystania z witryny.
Trend Alert: Ube. Czy fioletowa bulwa odbierze koronę matchy?
Spodziewając się w menu kawiarni zwyczajowego już wyboru intensywnie zielonych napojów, możemy się nieco zdziwić. Oto bowiem naszym oczom ukazuje się szereg propozycji o dziwnym fioletowym kolorze. Co to takiego? I czy filipińskie ube ma szansę zastąpić matchę?
Fenomeny Kulinarne
Niedługo w każdej kawiarni będą fioletowe napoje. Ube latte, fioletowe frappé albo desery w kolorze, który wygląda bardziej jak filtr z Instagrama niż naturalny składnik – swoją barwę zawdzięczają dodatkowi ube, które szturmem zdobywa serca kolejnych smakoszy.
Czy ma szansę zastąpić matchę? Niekoniecznie. Ale wszystko wskazuje na to, że będzie jej najciekawszym konkurentem.
Posłuchaj podcastu Trend Alert: Ube. Czy będzie nowym hitem?
Co to jest ube?
Ube to pochrzyn skrzydlaty (Dioscorea alata) – bulwa od setek lat obecna w kuchni filipińskiej. Wyglądem przypomina fioletowego batata, choć nim nie jest. Ma kremowy, lekko waniliowy, delikatnie orzechowy smak i naturalnie intensywny kolor.
Na Filipinach ube od dawna jest częścią kulinarnej tożsamości. Wykorzystuje się je przede wszystkim do deserów. Najbardziej znane jest ube halaya – gęsta pasta przygotowywana z ugotowanego ube, mleka skondensowanego, masła i cukru. Trafia później do lodów, ciast, drożdżówek, naleśników czy tradycyjnych słodyczy.
Co ciekawe, sama historia ube jest opowieścią o kolonializmie. Dawniej do przygotowania ube halaya używano mleka karabao – filipińskiego bawołu wodnego. Dopiero amerykańska obecność na wyspach spopularyzowała mleko skondensowane, które dziś uznawane jest za klasyczny składnik deseru. Z kolei wykorzystanie ube w słodkiej bułce ensaymada to spuścizna hiszpańskich wpływów. Nawet jeden deser potrafi więc opowiedzieć historię całego kraju.
O ube mówiło się w Nowym Jorku już kilka lat temu. Pojawiło się w kawiarniach (m.in. w Starbucksie), jednak nie wywołało natychmiastowego globalnego szału. Potrzebowało czasu.
Być może dlatego, że najpierw szlaki musiała przetrzeć matcha. Dziś konsumenci są już oswojeni z kolorowymi latte, funkcjonalnymi napojami i egzotycznymi składnikami. Fiolet nie wydaje się już dziwny – wręcz przeciwnie. Wyróżnia się na tle dziesiątek zielonych napojów.
Chcemy próbować czegoś nowego, ale w dobrze znanej formie. Więcej mówię o tym w podcaście – koniecznie posłuchaj!
Po pierwsze – kolor. W świecie Instagrama i TikToka jedzenie nadal konsumujemy najpierw wzrokiem. Intensywny fiolet natychmiast przyciąga uwagę.
Po drugie – smak. Matcha dla wielu osób jest wymagająca: trawiasta, lekko gorzka, ziemista. Ube jest znacznie łagodniejsze. Kremowe, waniliowe, delikatnie orzechowe. Świetnie komponuje się z kokosem, mlekiem czy białą czekoladą.
Po trzecie – uniwersalność. Nadaje się praktycznie do wszystkiego: latte, lemoniad, lodów, serników, pączków, batonów czy kremów do smarowania.
Po czwarte – egzotyka. To coś nowego, modnego, ciekawego.
Po piąte – znana forma. Słodkie napoje, lody, ciasta – znamy i lubimy, nie mamy problemu, żeby adaptować w nich nowe smaki.
Po szóste – dostępność. Napoje pojawiły się już w Starbucksie, lada chwila ube w proszku czy słodycze z ube będą w każdym markecie.
Poza tym, nie zapominajmy, że żyjemy w epoce napojów funkcjonalnych. Coraz częściej oczekujemy od jedzenia czegoś więcej niż tylko smaku. Ube zawiera błonnik oraz przeciwutleniacze, nie zawiera natomiast kofeiny. Można więc łączyć je zarówno z espresso, jak i z matchą albo pić samodzielnie. To wpisuje się w znacznie większy trend funkcjonalnej żywności, o którym coraz częściej mówi się także w Polsce.
Czy ube zastąpi matchę? Odpowiedzi posłuchasz w podcaście!
A co z kuchnią filipińską?
Każdy globalny trend ma swoją cenę. Rosnący popyt na ube zaczyna przewyższać możliwości produkcji na Filipinach. Produkcja spada między innymi z powodu zmian klimatycznych i ograniczonej dostępności wysokiej jakości materiału do sadzenia. Kraj zaczął nawet importować ube z Wietnamu, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie.
Brzmi znajomo? Podobną sytuację obserwujemy dziś na rynku matchy. Globalne zainteresowanie często prowadzi do tego, że produkt zaczyna funkcjonować przede wszystkim jako modny składnik, a nie element lokalnej kultury.
Czy moda na ube sprawi, że zaczniemy odkrywać filipińską kuchnię? Nie. Najczęściej wyjmujemy z obcej kultury jeden efektowny element i adaptujemy go do własnych przyzwyczajeń. Tak było z matchą czy yuzu. Teraz podobną drogę przechodzi ube.
Czy zagości na kawiarnianych stolikach na dłużej? Być może nie, ale to z pewnością nie koniec nowinek w świecie napojów. Czekam na kolejne!